Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi wowa113 z miasteczka Bytom. Mam przejechane 35872.59 kilometrów w tym 7814.74 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 18.70 km/h i się wcale nie chwalę.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy wowa113.bikestats.pl

Archiwum bloga

Flag Counter by Stats4U Show Stats for this Counter
Wpisy archiwalne w kategorii

Szlaki rowerowe

Dystans całkowity:4629.21 km (w terenie 915.80 km; 19.78%)
Czas w ruchu:261:01
Średnia prędkość:17.74 km/h
Maksymalna prędkość:57.60 km/h
Suma podjazdów:31096 m
Maks. tętno maksymalne:194 (110 %)
Maks. tętno średnie:124 (70 %)
Suma kalorii:156112 kcal
Liczba aktywności:59
Średnio na aktywność:78.46 km i 4h 25m
Więcej statystyk
  • DST 107.45km
  • Teren 20.00km
  • Czas 07:22
  • VAVG 14.59km/h
  • VMAX 56.88km/h
  • HRmax 170 ( 96%)
  • HRavg 99 ( 56%)
  • Kalorie 3437kcal
  • Podjazdy 1273m
  • Sprzęt Unibike Viper GTS
  • Aktywność Jazda na rowerze

Po(widoki) czyli rowerem przez Karpaty. Dzień 5. Beskid Sądecki i Niski

Środa, 29 kwietnia 2026 · dodano: 29.05.2026 | Komentarze 4

Nieco niższa i mniej efektowna widokowo część Karpat. Okraszona za to dozą historii aczkolwiek ta doza zdecydowanie za mała. Niestety króliczek ciągle sporo przed nami więc bezczelnie wycinam 30 km z trasy po regionie, w którym chciałem co nieco pozwiedzać. Smuteczek :(. No cóż, może jeszcze kiedyś wrócę.
Poranek mało powiedzieć, że rześki, -3 raczej nie zachęcało do wczesnego ruszenia w trasę. Marudzimy więc i ruszamy dopiero koło 10.
Lecimy doliną Muszynki i Kryniczanki do Krynicy-Zdrój
Aqua Vwlo z Muszyny do Krynicy Zdrój
Aqua Velo z Muszyny do Krynicy Zdrój © wowa113
W Krynicy chwila na rynku,
Krynica-Zdrój
Krynica-Zdrój © wowa113
Krynica-Zdrój
Krynica-Zdrój © wowa113
W jednej z kawiarni pijemy ciepła czekoladę, uzupełniamy zapasy wody i w drogę
Gdzieś w Beskidzie
Gdzieś w Beskidzie © wowa113
Gdzieś w Beskidzie
Gdzieś w Beskidzie © wowa113
Gdzieś w Beskidzie
Gdzieś w Beskidzie © wowa113
Szykuje sie z górki
Szykuje się z górki © wowa113
Mijamy pierwsze symbole tego regionu czyli drewniane cerkwie 
Cerkiew w Czarnej
Cerkiew w Czarnej © wowa113
Kościół w Uściu Gorlickim
Kościół w Uściu Gorlickim © wowa113
W Kwiatoniu zabytek UNESCO, chwila na fotki a w tym czasie pojawia się opiekun cerkwi.
Cerkiew w Kwiatoniu
Cerkiew w Kwiatoniu © wowa113
Otwiera, zaprasza do środka opowiadając jednocześnie co nieco o historii.
Cerkiew w Kwiatoniu
Cerkiew w Kwiatoniu © wowa113
Mijamy kolejne niewielkie wioski, teren coraz mniej cywilizowany. Dobrze, że zapasy zrobione bo ani otwartych sklepów a o knajpach i obiedzie to już zapomnij.
Dostawca pączków
Dostawca pączków © wowa113
Do Nieznajowej
Do Nieznajowej © wowa113
W Wołowcu kończy nam się asfaltówka i wkraczamy (dosłownie) na bardziej dzikie tereny
Za zimno na kąpiel
Za zimno na kąpiel © wowa113
Brodów w bród, na szczęście niegłębokie i wszędzie poukładane przejścia z kamieni
Do Nieznajowej
Do Nieznajowej © wowa113
Początkowo jeszcze droga całkiem znośna
Terenem do Magurskiego PN
Terenem do Magurskiego PN © wowa113
Im bliżej Parku tym bardziej dzikie tereny
Do Nieznajowej
Do Nieznajowej © wowa113
Do Magurkiego PN
Do Magurskiego PN © wowa113
Na chwilę wkraczamy do Magurskiego Parku Narodowego. Ja oczywiście scykany, że na rowerze przez Park to przy moim szczęściu  500 stówek . Jak się później okazało prowadziła tamtędy trasa rowerowa więc stresik niepotrzebny. I już na terenach nieistniejącej łemkowskiej wsi Nieznajowa.
Do Nieznajowej
W Nieznajowej © wowa113
Tereny dawnej wsi Nieznajowa
Tereny dawnej wsi Nieznajowa © wowa113
Kapliczki, cmentarz i owocowe drzewka- tyle pozostało z jednej z większych łemkowskich wsi w Beskidzie Niskim. Mimo wszystko tereny bardzo malownicze i warto się tu "zgubić" a  rower jest najbardziej odpowiednim środkiem lokomocji na te tereny.
Na cmentarzu w Nieznajowej
Na cmentarzu w Nieznajowej © wowa113
W Nieznajowej
W Nieznajowej © wowa113
Symbiliczne drzwi do nieistniejącej wsi
Symboliczne drzwi do nieistniejącej wsi © wowa113
Nieznajowa
Nieznajowa © wowa113
Przekraczamy ostatni bród i wskakujemy na szutrówkę.
Beskid Niski
Beskid Niski © wowa113
Nieznajowa
Nieznajowa © wowa113
Beskid Niski
Beskid Niski © wowa113
Beskid Niski
Beskid Niski © wowa113
Za chwilę wskakujemy na asfaltówkę i mkniemy do Świątkowej  Małej. Niby droga wojewódzka ale zupełne pustki
Do Świątkowej
Do Świątkowej © wowa113
Beskid Niski
Beskid Niski © wowa113
Cerkiew w Świątkowej Małej
Cerkiew w Świątkowej Małej © wowa113
Beskid Niski
Beskid Niski © wowa113
Chata łemkowska
Chata łemkowska © wowa113
I tak sobie na luza stępem po asfalcie
Qń
Qń © wowa113
Na nocleg lokujemy się gdzieś przed Jaśliskami.
Coś mi się widzi, że jeśli chcecie zagubić się w leśnej głuszy z dala od cywilizacji to nie Bieszczady powinny być pierwszym wyborem. Tylko weźcie coś do jedzenia ;).

  • DST 105.18km
  • Teren 20.00km
  • Czas 06:40
  • VAVG 15.78km/h
  • VMAX 52.56km/h
  • HRmax 164 ( 93%)
  • HRavg 85 ( 48%)
  • Kalorie 2719kcal
  • Podjazdy 1160m
  • Sprzęt Unibike Viper GTS
  • Aktywność Jazda na rowerze

Po(widoki) czyli rowerem przez Karpaty. Dzień 4. Spisz, Pieniny i Beskid Sądecki

Wtorek, 28 kwietnia 2026 · dodano: 25.05.2026 | Komentarze 8

To było dobry dzień. W końcu trochę luzu i przestrzeni. 
Przełom Dunajca 2
Przełom Dunajca © wowa113
Opuszczamy Podhale zjeżdżając z Bukowiny
Podhaleńskie LEGO
Podhalańskie LEGO © wowa113
 do Czarnej Góry. Spiskie wojaże zaczynamy od niewielkiego, patrząc na poprzednie,  podjazdu na przełęcz Łapszanka. Na górze otwierają się znowu widoki na Tatry
W drodze na Łapszankę
W drodze na Łapszankę © wowa113
Na przełęczy już w pełnej krasie
Z Przełęczy Łapszanka
Z Przełęczy Łapszanka © wowa113
Ogarnąłem skąd i kiedy więc wstawiam we właściwym miejscu
Z Łapszanki 2
Z Łapszanki 2 © wowa113
Z Łapszanki
Z Łapszanki © wowa113
Autopromocja
Autopromocja © wowa113
I łapiemy wiatr w żagle. Nie licząc niewielkich "ząbków" gdzieś po drodze prawie 40 km z górki. Zaczynamy od zjazdu do Osturny. Nadrabiam przy okazji zaległości- do Osturny miałem już dwa podejścia więc do trzech razy sztuka. No i zamykam w końcu Pętlę Spiską, co z tego, że na raty :).
Bardzo przyjemny zjazd do wioski, polecam. 
Zjazd do Osturny
Zjazd do Osturny © wowa113
I pyk na luz
I pyk na luz © wowa113
Do Osturny
Do Osturny © wowa113
Rzut oka na wioskę z góry
Osturna
Osturna © wowa113
i za chwilę już na dole podziwiając zabytkową, drewnianą zabudowę.
Osturna 2
Osturna 2 © wowa113
Osturna 3
Osturna 3 © wowa113
Opuszczamy wioskę i mkniemy w kierunku Kacwina szlakiem SWT.
Wracamy do Polski
Wracamy do Polski © wowa113
Zaraz po przekroczeniu granicy ładny wodospad
Wodospad w Kacwinie
Wodospad pod Upłazem © wowa113
Przez Kacwin i Niedzicę docieramy pod zaporę. Pierwsze fotki Pienin
Pieniny
Pieniny © wowa113
I zapory. 
Zapora i zamek Niedzicy
Zapora i zamek w Niedzicy © wowa113
Wbijamy na VD i tym razem jak normalni ludzie, czyli z górki mkniemy szlakiem nad Dunajcem. W Sromowcach Niżnych obowiązkowe foty
Trzy Korony
Trzy Korony © wowa113

Trzy Korony
Trzy Korony © wowa113
I na przełom Dunajca. Też trzecie podejście.
Velo Dunajec
Velo Dunajec © wowa113
Ładnie ale chyba jednak efekt lepszy jak się płynie tratwą
Przełom Dunajca
Przełom Dunajca © wowa113
Przełom Dunajca 1
Przełom Dunajca 1 © wowa113
W Szczawnicy lokujemy się w pierwszej napotkanej knajpie - niestety drogo i niestety niesmacznie - jedyny plus to widoki z tarasu. W sklepie uzupełniamy zapasy płynów, przelatujemy przez Szczawnicę i wbijamy na szlak Aqua Velo w kierunku Muszyny. Za Jaworkami jedziemy malowniczym wąwozem Biała Woda rozpoczynając jednocześnie podjazd na przełęcz Obidza. 
Wąwóz Biała Woda
Wąwóz Biała Woda © wowa113
Wąwóz Biała Woda
Wąwóz Biała Woda © wowa113
Wąwóz Biała Woda
Wąwóz Biała Woda © wowa113
Wąwóz Biała Woda
Wąwóz Biała Woda © wowa113
Wąwóz Biała Woda
Wąwóz Biała Woda © wowa113
Kończy się lajtowe "lekko pod górkę"   zaczyna "porządnie pod górkę". W sumie wytyczona trasa pokazywała na tą ścieżkę po prawej ale bez przesady i jednak objeżdżamy.
Wąwóz Biała Woda
Wąwóz Biała Woda © wowa113
Tu też  to niewiele lepiej ale innych opcji już nie ma.
Aqua Velo
Aqua Velo © wowa113
Już wiem, dlaczego, pomimo obejrzenia kilku relacji z tego szlaku, tego odcinka nie było nigdzie. Ale bardzo miło wspominam, nawet to wpychanie po grubych kamiorach raczej pieszego szlaku a nie gravelowej pętli :).
Na Przełęcz Rozdziela
Na Przełęcz Rozdziela © wowa113
Jakby ktoś pytał jadę szlakiem Aqua Velo. Ogólnie coś mi się wydaje że akurat ten szlak  to chciałbym przejechać w całości. Może kiedyś :).
Na przełęcz Rozdziela
Na przełęcz Rozdziela © wowa113
Ale z to nagroda nagroda była zacna. Polecam widoki
Widoki z przełęczy
Widoki z przełęczy © wowa113
Na przełęczy Rozdziela
Na przełęczy Rozdziela © wowa113
Na przełęczy
Na przełęczy © wowa113
Na przełęczy Rozdziela
Na przełęczy Rozdziela © wowa113
Tat, tak to nie koniec podjazdu, teraz na przełęcz Obidza. Mniej atrakcyjny odcinek, znowu trochę pchania. W sumie na lekko pewnie by objechał. Widoki po przejechaniu przez przełęcz za to przednie. 
Z przełęczy Obidza
Z przełęczy Obidza © wowa113
Z przełęczy Obidza
Z przełęczy Obidza © wowa113
Z przełęczy Obidza
Z przełęczy Obidza © wowa113
Na zjeździe z przełęczy Obidza
Na zjeździe z przełęczy Obidza © wowa113
Teraz z górki do Piwnicznej - Zdroju. Cholernie zimno się zrobiło w czasie zjazdu  i w Piwnicznej lokujemy się na dłuższą chwilę na stacji paliw na ciepłą kawke i hot-doga. 
 Odpuszczamy Aqua Velo po słowackiej stronie Popradu i mkniemy pustą wojewódzką też zresztą na Popradem do Muszyny na  nocleg.
Nad Popradem
Nad Popradem © wowa113
Poprad
Poprad © wowa113
Ehh, szkoda, że ten dzień się już skończył - takich wrażeń życzę sobie więcej.

  • DST 101.33km
  • Teren 10.00km
  • Czas 06:35
  • VAVG 15.39km/h
  • VMAX 52.56km/h
  • HRmax 176 (100%)
  • HRavg 93 ( 52%)
  • Kalorie 3080kcal
  • Podjazdy 1270m
  • Sprzęt Unibike Viper GTS
  • Aktywność Jazda na rowerze

Po(widoki) czyli rowerem przez Karpaty. Dzień 2 Beskid Śląski i Żywiecki

Niedziela, 26 kwietnia 2026 · dodano: 18.05.2026 | Komentarze 12

I czas zacząć gonić króliczka.  Aczkolwiek nic na razie nie zmieniamy, jak to Pawlak powiedział "dawaj, co bedzie to bedzie"

Poranny widok z okna nastraja pozytywnie.
Mimo prognozowanego wietrzno-deszczowego armageddonu nic takiego się nie dzieje, no może odczuwalny zimny wiatr ale z północy a my jedziemy na południe :)
Zbieramy się nawet dość sprawnie jak na nas i ruszamy

Wracamy nad Wisłę i lecimy w kierunku Wisły Czarnego.

WTR

Na chwilę odbijamy pod skocznię w Malince a później już pod górę na zaporę

I zaczyna się pierwsza porządna wspinaczka na przełęcz Szarcula. Przy Pałacu Prezydenckim chwila przerwy na fotki.



Ale jak tu teraz ruszyć ;)

Foto Paweł
Wjeżdżamy na przełęcz, poszło nawet sprawnie i do Istebnej wybieramy szutrówkę przez las. Ładne widoczki
Teraz z górki

Foto Paweł
W Istebnej wbijamy na DW i kawałek przez przez wieś. Też ładne widoczki.



SPD się nie wypięły ???:).
W centrum odbijamy do Jaworzynki i lecimy na trójstyk. 

Foto Paweł
Kawusia się robi, kilka fotek przy okazji



Miejsce nawet fajne ale ... Po czeskiej stronie drewniana  wiata wypoczynkowa, po słowackiej tak samo a po polskiej? Już porządnie oszpecony górski krajobraz. Ok - latarnie ale przecież można zrobić jakieś stylowe z kablami w ziemi a nie dokładać płaty paneli słonecznych i jeszcze jakieś wiatraki na nich, plac zabaw - też można zrobić jakiś z naturalnego drewna a nie oczojebne kolory. Jeszcze tylko kramów z chińską tandetą brakuje chociaż obawiam się, że w sezonie i takowe się tu znajdą. Ale wstąpić warto. Przejeżdżamy na słowacką stronę i kilka kilometrów jedziemy przez Słowację

Widok na Czechy

Serwisówką mkniemy w dół. Monumentalne wiadukty słowackiej ekspresówki przecinają doliny.

Foto Paweł
Wracamy do Polski

Foto Paweł
I mkniemy doliną jakiejś górskiej rzeczki w kierunku Zwardonia. Zwardoń jednak omijamy wybierając drogę przez Sól-Kiczorę,  kilka kilometrów oszczędności ale ziarnko do ziarnka...
Docieramy do Rajczy gdzie wbijamy na VeloSoła

Przyjemnie

Foto Paweł

Soła. Velo Soła całkiem spoko  ale szału nie ma. Ładnie się wije wzdłuż rzeki, sporo przejazdów przez Sołę z widokami na rzekę i okoliczne wzgórza. Infrastruktura typowo polska czyli wymieszane wszystko, wydzielone asfaltowe  ddr-ki, część z nich o nawierzchni z kostki i raczej wyglądają na deptaki niż drogi dla rowerów, część po zwykłych ulicach w ruchu publicznym. Czyli ogólnie - dostawiliśmy tabliczki do tego co jest i gitara, mamy kolejne velo. Z drugiego końca Polski bym nie przyjechał ale z ze Śląska można śmignąć. W Węgierskiej Górce zjeżdżamy z Velo, szybki obiad i ruszamy. Chwila po płaskim i zaczynamy ostatni dziś 7 kilometrowy podjazd. Ale bez emocji, ledwo kilometr nieco trudniejszy, ale przełęcz "U Poloka" na którą wjechaliśmy nie zachwyca jakimiś spektakularnymi widokami. 

Po drodze drewniany kościółek w Juszczynie.
Zjazd z przełęczy do Jeleśni, uzupełnienie zakupów spożywczych, w końcu nie samymi widokami człowiek żyje. W centrum ciekawy mural - "Dudziarz z Sopotni". Było jeszcze kilka związanych z beskidzką kulturą i sztuką ale już mniej efektownych - ogólnie tworzą Szlak Beskidzkich Murali.

Z Jeleśni znowu pod lekką górkę na nocleg do Przyborowa.

  • DST 15.00km
  • Czas 01:00
  • VAVG 15.00km/h
  • VMAX 25.20km/h
  • HRmax 141 ( 80%)
  • HRavg 117 ( 66%)
  • Kalorie 783kcal
  • Podjazdy 140m
  • Sprzęt Unibike Viper GTS
  • Aktywność Jazda na rowerze

Po(widoki) czyli rowerem przez Karpaty. Dzień 1 - chillout w Ustroniu

Sobota, 25 kwietnia 2026 · dodano: 20.05.2026 | Komentarze 8

Rowerem przez Karpaty jak najbliżej południowej granicy Polski. Tak sobie Paweł umyślił a ja za nim jak dym :). No cóż, lubię górskie widoki i może nie zarżnę się na podjazdach. Profilaktycznie jednak wymieniam korby na mniejsze zębatki, zakładam, że przełożenie 22-36 pozwoli na unikniecie dłuższego dreptania.
Niby miało być nieco dalej na wschód ale uznałem, że 700km z Ustronia do Przemyśla to aż nadto a i z Przemyśla łatwo wrócić pociągiem. I na tym stanęło.
Gdzieś na przedmieściach Ustronia wypakowujemy graty z samochodu i ruszamy nad rzekę polansować ;) się na #WTR.

(foto Paweł)

(foto Paweł)
Lans nie trwał długo, pewna sprawa się rypła i mieliśmy prawie całodzienny przestój. Byczyłem się więc nad Wisłą.



Hurtownia ;)

Ostatecznie koło 20 ruszamy na nocleg do Wisły. Na domiar złego źle wbijam do nawigacji adres noclegu. Na szczęście  pomyłka skutkowała tylko kilkuset  metrami dodatkowego podjazdu a nie przejazdem gdzieś na drugi koniec Wisły i meldujemy się na pierwszym noclegu.



  • DST 94.13km
  • Teren 10.00km
  • Czas 04:37
  • VAVG 20.39km/h
  • VMAX 41.76km/h
  • HRmax 156 ( 88%)
  • HRavg 95 ( 53%)
  • Kalorie 1601kcal
  • Podjazdy 260m
  • Sprzęt Unibike Viper GTS
  • Aktywność Jazda na rowerze

A może Niechorze?

Czwartek, 7 sierpnia 2025 · dodano: 02.09.2025 | Komentarze 4

R10 z Wisełki do Niechorza. W sumie fajnie się jechało aczkolwiek przejazdy przez z lekka zatłoczone nadmorskie kurorty do najprzyjemniejszych nie należą.
Trasa prowadzi w pewnym oddaleniu od nabrzeża pierwsze fotki więc w Dziwnowie ale też nie morskie klimaty a nabrzeże rzeki  Dziwna.



Dalej do Pobierowa, miałem chętkę luknąć na Gołębiewskiego, niestety wszystko poodgradzane, hotel ledwo prześwituje przez drzewa. Wstępuję na plażę, ot plaża jak plaża, nic nadzwyczajnego. Do Trzęsacza więc. Ruiny kościoła obowiązkowo ale  też jakoś bez wielkich emocji.



Ale mieścinka fajna, ładny deptaczek z nawierzchnią na wzór klawiatury fortepianu i pięciolinii z nutami. Za chwilę Rewal.

Czysto, schludnie, fajnym pomysłem platforma widokowa z widokiem na morze.

Niby ludzi sporo na plaży ale miasteczko niezbyt zatłoczone. Zdecydowanie na plus.
I Niechorze.

Nieco więcej atrakcji. Latarnia,

widoczki spoko, fotki z innego dnia przeznaczonego na szersze pozwiedzanie

W kadrze załapała się kolejka nadmorska

i skansen 



Tu też zaglądam na plażę





i molo

Powrót częściowo przez interior, nic ciekawego jednak a i drogi ;)

Przesada, nie było źle. Bruk też całkiem fajny

Ale atrakcji niewiele, taki tylko ozdobiony przystanek po drodze.

Od Dziwnówka powrót już R10.
Jeszcze taki 3 centymetrowy cudak - dyląż grabarz

I nadmorskie widoczki





  • DST 107.17km
  • Teren 20.00km
  • Czas 05:18
  • VAVG 20.22km/h
  • VMAX 38.16km/h
  • HRmax 164 ( 93%)
  • HRavg 111 ( 63%)
  • Kalorie 2726kcal
  • Podjazdy 470m
  • Sprzęt Unibike Viper GTS
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wolin

Poniedziałek, 4 sierpnia 2025 · dodano: 25.08.2025 | Komentarze 6

W ramach urlopowego szwendania objechałem sobie wyspę Wolin.

Zaczynam w Wisełce  i jeziorko o tej samej nazwie. Cisza tu i spokój.

I R10 przez Woliński Park Narodowy



Zagroda Żubrów


Wejście do Parku od strony Międzyzdrojów
I Międzyzdroje. Ogólnie negatywne wrażenia zarówno z przejazdu rowerowego jak i spaceru. Zdecydowanie nie chciałbym tu spędzać urlopu. Aleja Gwiazd jak dla mnie przereklamowana, przy okazji można spojrzeć ale żeby specjalnie jechać nie polecam.. Poza tym można by ją było nieco wyczyścić.



Molo to beznadzieja, miejsce gdzie jedynie co można poczuć to bezmiar tłumu przeciskającego się między kramami i gastronomią. Ogólnie w miasteczku dość spory chaos przestrzenny z nastawieniem chyba na maksymalne zyski w sezonie a nie na wypoczynek. Mi akurat nie przypadła miejscowość do gustu ale jeśli ktoś lubi...

Za to wyjeżdzając R10 w stronę Świnoujścia robi się bardo przyjemnie.

Pogoda nijaka, plaże zupełnie puste, chyba dlatego wszyscy wylegli na molo



Jadąc R10 mijam wejście do podziemnego miasta. Dalej lasem do Świnoujścia. Niestety dojazd do latarni morskiej w Świnoujściu zamknięty - z uwagi na wojnę na Ukrainie zamknięto tereny wokół gazoportu. A polecam - można się tam dostać statkiem i przy okazji zwiedzić Fort Gerharda. Na zachętę fotki z latarni



Jadę na prawy brzeg Świny. fotek niewiele bo zaplanowane pieszo rejsowe zwiedzanie. Foęcę więc tylko dwie wieże wodne



Bo akurat z tego miejsca na nabrzeżu niewiele widać i lecę w kierunku Karsiboru. Odwiedzam przeprawę promową w ciągu DK 3. Od kiedy wybudowano tunel przeprawa straciła na znaczeniu, nikt tu już nie stoi w korkach a korzystają jednie Ci, którym nie można tunelem.



Na DK3 puściutko,

skręcam jeszcze na most na wyspę Karsibór i kilka fotek z mostu



Wracam na DK 3

i tak sobie lecę poboczem z powrotem do Międzyzdrojów w których odbijam na południe w stronę Zalewu Szczecińskiego.

Po drodze muzeum broni V3, ale tylko rzut ok na plac, za późno już na zwiedzanie. Poza tym zniechęca mnie taki miszmasz, nie wiesz co prawdziwe, co wydumane



Obok fajna wiata rowerowa przy trasie wokół Zalewu Szczecińskiego


i jachtowe klimaty

Zaglądam na tarasy widokowe Grodziska Lubin -polecam, fajne widoczki na Zalew Szczeciński






Wracam do trasy wokół Zalewu Szczecińskiego i taką sobie dróżką mknę na wschód

Później fajnym szuterkiem, zaglądam nad brzeg Zalewu w Sułominie. Szału nie było ale przysiąść na chwilę przyjemnie.

Teraz już do Wolina.

Nie zawsze było tak różowo ale ogólnie pozytywnie.
W Wolinie pozostałości wiatraka holendra

wieża widokowa, niestety już zamknięta ale wdepnęliśmy tu kilka dni później więc widoczki z wieży też są.

Zalew Szczeciński

i miasteczko Wolin

Przejeżdżając przez miasto rzut oka na drugi brzeg na wioskę Wikingów.

Kilka dni późnej byliśmy pozwiedzać ale szału nie było

Powrót asfaltami trzymając się wschodniego brzegu wyspy. W Międzywodziu knajpka rowerowa 

i powrót R10 do Wisełki

  • DST 122.75km
  • Teren 5.00km
  • Czas 06:08
  • VAVG 20.01km/h
  • VMAX 33.12km/h
  • HRmax 168 ( 95%)
  • HRavg 116 ( 65%)
  • Kalorie 3864kcal
  • Podjazdy 182m
  • Sprzęt Unibike Viper GTS
  • Aktywność Jazda na rowerze

Żuławy ride

Środa, 14 sierpnia 2024 · dodano: 04.11.2024 | Komentarze 4

Żuławy. Mocno turystycznie. Nowe, inne, nie mniej ciekawe.  Domy podcieniowe, wiatraki, świetny most w Tczewie oraz sporo klimatów sakralnych różnych wyznań. Atrakcjami obdzielić można niejedną wyprawę.

Ze Stegny ruszam trasą R10 w kierunku Mikoszewa

gdzie odbijam na WTR po prawobrzeżnym wale Wisły
Po kilku kilometrach DDR-ka się kończy i zjeżdżam na pierwsze atrakcje typowe dla Żuław

Wiatrak koźlak w Drewnicy. Widoczne ślady renowacji, wygląda jednak jakby  zostawił ktoś tą renowację z dnia na dzień i zapomniał o wiatraku.

Wiatrak w Drewnicy
I za chwilę Żuławki. Wieś o długiej historii, założona przez Zakon Krzyżacki. Główne zabytki czyli domy podcieniowe z przełomu XVII/XIX w. to jednak pamiątka po Mennoitach  sprowadzonych tu w XVI w. przez ówczesnego dzierżawcę wsi. 
Dom podcieniowy w Żuławkach.

Dom podcieniowy w Żuławkach

Zdobienia domów podcieniowych

Dom podcieniowy w Żuławkach.  Za Żuławkami przeskakuję przez most na dawnej DK7 na lewy brzeg Wisły i znowu fajną DDR-ką po wałach ciągnę do Steblewa





Ruiny kuszą, zresztą na wprost to ledwo wydeptana ścieżka na wale a wolę dzisiaj drogami.



Jedno z niewielu żuławskich jeziorek.
I Steblewo. Domu podcieniowego oczywiście nie pomijam. 

Ale to ruiny robią większe wrażenie, w sumie nie dziwne, był to największy gotycki kościół  na Żuławach. 

Ruiny kościoła z przełomu XIV/XV w. Początkowo katolicki, od 1584r ewangelicki, spalony prawdopodobnie przez armię radziecką w 1945r.  



I teraz już do Tczewa. Zwiedzanie jako takie odpuściłem chociaż kilka fajnych miejscówek by się znalazło. Ogarnięty tylko wiatrak

 i fajny mural na starówce.



I na bulwary nad Wisłą. Pozycja obowiązkowa- most z 1857r.  Początkowo kolejowy, później, po wybudowaniu obok drugiego mostu kolejowego przebudowany na drogowy. W ówczesnych czasach  najdłuższy most  w Europie. Niewiele już zostało z oryginału - ledwo 4 wieżyczki z 14 i 3 przęsła z 6. Srogo pokiereszowany na początku II wojny przez polskich saperów, po wojnie  ruch docelowo przywrócono dopiero pod koniec lat 50 jednak nie odbudowano go w oryginale.  Z uwagi na zły stan techniczny  zamknięty ponownie  dla ruchu w 2000r. Od 2015 r. w remoncie który przerwano w 2019r., gdy konserwator stwierdził, że częściowo zdemontowane i pocięte  przęsła kratownicowe  przekazane przez brytyjczyków do obudowy mostu po wojnie też są   "białymi krukami" w skali Europy. I, pomimo jakiegoś tam konsensusu w sprawie owych przęseł, taki stan trwa do dzisiaj. A po moście jeździć się nie da. Kilka fotek więc od strony Tczewa.








I na dłuższą chwilę parkuję w "Panoramie" z widokiem na most. Mając w pamięci smak janowieckiego tagliatelle z krewetkami z zakopiańskiej eskapady i pomny raciborskich podgrzybkowych rewolucji zamawiam krewetki.

Niestety,   smak nie został na języku jak tego z "Czarnej Damy". Ale przynajmniej nic nie zalegało w żołądku.
Jeszcze kawusia i dalej w drogę. Za kilka kilometrów przejeżdżam przez Wisłę. Fota mostu z mostu 4,5km dalej.

I mknę do Lisewa Malborskiego na drugi przyczółek.

Z wałów Wisły fajny widok na Tczew.

i most od drugiej strony.

Niestety zamknięte na cztery spusty. Chociaż wujek google o tym nie wie i nieco tym zirytował parę  niemieckich rowerowych globtroterów ostro szukających  przejścia.


Tczewskie mosty.

Czas w drogę.  W Lisewie Malborskim rzucam jeszcze okiem na średniowieczny kościół z 1350r

i pomykam lokalnymi asfaltami przez żuławskie wioski.

Mijam Boręty ze skromnym kościółkiem i ruinami kościoła ewangelickiego.



i Palczewo ze swoim  holendrem.



W Nowej Cerkwi kolejny dom podcieniowy

i zaraz za wioską wskakuję na ddr-kę w śladzie dawnej kolei wąskotorowej linii Nowy Dwór Gdański- Lichnowy. Jak widać tu też postarano się o pokolejowe pamiątki. Plusik.
W Ostaszewie wstępuję na jeszcze jedne ruiny kościoła  a szlak kolejowy opuszczam w Jezierniku. I tu żałuję, że nie pociągnąłem tą trasą bo na "niby" skrócie wpakowałem się w jakąś gruntową rozjechaną  drogę wśród zaoranych pól i dobrych kilka kilometrów musiałem się turlać z prędkością pieszego. Dotaczam się w końcu do głównej drogi na Nowy Dwór. Od razu w oczy rzuca się kolejny gotycki kościółek. Jak doczytałem również z 1350r.

Krótka wizyta w sklepie na uzupełnienie płynów i obrzeżami Nowego Dworu Gdańskiego na R10 wzdłuż rzeki Tugi. Klimat diametralnie inny ale rewelacyjny odcinek. I tak jakby  pomorscy projektanci zapomnieli o barierkach bo ani na wałach ani tutaj  takowych nie kojarzę.

R10 na rzeką Tugą (albo Tują  - różne nazwy na mapach)
W Żelichowie mijam pozostałości po cmentarzu mennoickim - ledwo kilka przewróconych stelli i ślady po nagrobkach. Za chwilę w  Żelichowie-Cyganku cerkiew grekokatolicka jakoś zupełnie do cerkwi niepodobna, przynajmniej z zewnątrz.
kawałeczek jeszcze nad rzeką
i do Małego Holendra.

Można tu zjeść kilka regionalnych potraw a i uraczyć się rakami też można. (P.S. babka ziemniaczana mi nie smakowała). Ale przede wszystkim zajrzeć do wnętrza domu podcieniowego.
Obok domu podcieniowego  zabytkowy cmentarz mennonicko-luterański zwany cmentarzem 11 wsi, założony w 1639 roku.

Obecnie utworzone jest tu również lapidarium z płyt nagrobnych przeniesionych z wspomnianego  cmentarza w Żelichowie. Wracam nad Tugę. Świetny klimat na spokojne, popołudniowe kręcenie.



Raz po jednej, raz po drugiej



I tak do Tujska. Później nieciekawy kawałek nad Szkarpawą do Rybiny  i  DW do Stegny. Za dużo jak na jeden dzień.
Na koniec jeszcze mały spektakl z wieczornego spaceru na plażę. Chyba za to lubię morze.







  • DST 47.02km
  • Teren 33.00km
  • Czas 02:19
  • VAVG 20.30km/h
  • VMAX 40.32km/h
  • HRmax 194 (110%)
  • HRavg 117 ( 66%)
  • Kalorie 1323kcal
  • Podjazdy 246m
  • Sprzęt Unibike Viper GTS
  • Aktywność Jazda na rowerze

Na przekop

Poniedziałek, 12 sierpnia 2024 · dodano: 12.10.2024 | Komentarze 4

Urlopowo. Szlakiem R10 (bo w sumie innej możliwości nie ma - chyba że ruchliwą DW na dodatek w przebudowie) ze Stegny na przekop Mierzei Wiślanej.

Przekop Mierzei WIślanej
Na razie wygląda bardziej na produkt turystyczny niż "cud gospodarczy". Punkty widokowe, pełny parking samochodów,  spacerowiczów sporo. I nic nie płynie.



Wyjście w morze





I w sumie tyle. Przy okazji kilka kilometrów dalej odnaleźć kamień graniczny Wolnego Miasta Gdańsk. Miał być główny ale po drodze trafiły się jeszcze dwa pośrednie.

I główny



Na razie ta R10 tylko lasem więc, mimo późnej pory kawałeczek  w stronę Krynicy i fajny odcinek z widokiem na morze.

I czas na powrót.

Atrakcyjniej wygląda nocą  ale dalej nic nie płynie.




Za wiele roboty to tu na razie nie mają

No proszę, da się się oznakować objazdy?


  • DST 75.44km
  • Teren 15.00km
  • Czas 04:54
  • VAVG 15.40km/h
  • VMAX 47.52km/h
  • HRmax 152 ( 86%)
  • HRavg 88 ( 50%)
  • Kalorie 2055kcal
  • Podjazdy 727m
  • Sprzęt Unibike Viper GTS
  • Aktywność Jazda na rowerze

Szlak Orlich Gniazd etap 3 - finisz

Poniedziałek, 24 czerwca 2024 · dodano: 01.10.2024 | Komentarze 2

Ostatni etap szlaku, według mnie najmniej atrakcyjny.  A może po prostu za mało rozeznany turystycznie.  Ogólnie dużo lasów, później przedmieściami Krakowa. Orle Gniazda tylko dwa jeśli liczyć Wawel.

Zamek Tenczyn w Rudnie
Rankiem od razu sprawdzamy czy rowery stoją ;). Stoją, zresztą kto by się pokusił o takie rupiecie :)

Na początek ładny, drewniany kościółek w Paczółtowicach później Doliną Eliaszówki do Krzeszowic. Skiepściłem bo można było poeksplorować nieco rejon klasztoru w Czernej a jakoś tak pognaliśmy do tych Krzeszowic.
W Krzeszowicach pałac Potockich

i Brama Zwierzyniecka

I do Rudna na Zamek Tenczyn. Byłem tu jakoś ze 20 lat temu,niby coś tam się odbudowało ale jak na dwadzieścia lat wielkiej różnicy nie ma. Niemniej warto odwiedzić. I z ciekawostek zamek stoi na stożku wygasłego wulkanu, także nie wrzeszczeć podczas zwiedzania co by się nie obudził.

Pozwiedzaliśmy wewnątrz zamku,



Całkiem spore ruiny, nie dziwne, że w czasach świetności konkurował z Wawelem.

Widoki na okolicę  również świetne

Można dostrzec nawet, o ile się nie mylę, Klasztor Kamedułów na Bielanach (na horyzoncie, 2 wzgórze od lewej). Czyli Kraków już w zasięgu wzroku.

Zjeżdżamy drugą stroną wzgórza i wracamy na szlak zagłębiając się w lasy. Śmigamy dobrych kilka kilometrów świetną leśną asfaltówką, później niegorszym szuterkiem. Może atrakcji niewiele ale przyjemność z jazdy jest.
Szymon wypatruje drogowskaz na punkt widokowy. Cóż, na bezrybiu i rak ryba. Jedziemy.  Ścieżką przez las. I jest, nawet jeśli to tylko rak to godzien królewskiego stołu. Świetny widok na Dolinę Nielepicką.

i Rów Krzeszowicki



Zjeżdżamy stromą ale marną ścieżką do doliny ale najgorszy był chyba podjazd z Brzoskwini do Kleszczowa drogą "Na Hektary". Trudno to nawet nazwać drogą, na szczęście to ledwo kilkaset metrów. Dalej przez Las Zabierzowski i już przedmieścia Krakowa. Czasu sporo w zapasie więc nieplanowanie odbijamy pooglądć podchodzące do lądowania na Balicach samoloty.

Jeszcze kilka kilometrów i na obrzeżu krakowskich Błoni  docieramy do końca szlaku.

DDR-ką nad Rudawą docieramy do Bulwarów i przetaczamy się ładny kawałek po obu stronach Wisły z widokiem na Wawel











Przetaczamy się na rynek, ludzi sporo, kręcenie się tu rowerem za wielkiego sensu nie ma. Czasu jeszcze chwila więc rundka po krakowskich DDR-kach i na dworzec.
I może krótkie podsumowanie - bardzo atrakcyjny turystycznie szlak, naprawdę warto się wybrać. Oznakowanie bardzo dobre, praktycznie da radę i bez wspomagaczy elektronicznych. Nawierzchnie głównie  asfaltowe  i szutrowe z niewielką domieszką dróg gruntowych i leśnych, tak naprawdę po 3 miesiącach z negatywów pamiętam tylko okolice Olkusza i zjazd i podjazd w okolicach Brzoskwini. Krótko mówiąc nie zawiodłem się. Polecam.



  • DST 94.16km
  • Teren 29.00km
  • Czas 05:46
  • VAVG 16.33km/h
  • VMAX 53.28km/h
  • HRmax 187 (106%)
  • HRavg 106 ( 60%)
  • Kalorie 3668kcal
  • Podjazdy 1154m
  • Sprzęt Unibike Viper GTS
  • Aktywność Jazda na rowerze

Szlak Orlich Gniazd etap 2

Niedziela, 23 czerwca 2024 · dodano: 27.09.2024 | Komentarze 6

Zbieramy się bez szczególnego pośpiechu. Fajnymi asfaltami lecimy do Kromołowa gdzie wstępujemy na źródła Warty. Dalej  do Podzamcza na Zamek Ogrodzieniec. Tu zatrzymujemy się na dłużej - zwiedzamy zamek,



i trochę łazimy dookoła.





Rzut oka jeszcze na gród na Górze Birów ale tylko z daleka.

Można spędzić tu i cały dzień jednak czas lecieć.
W Ryczowie odbijamy do ruiny stanicy.  Niewiele z niej zostało. Pod Złożeniec spora górka, ale po asfalcie więc sprawnie się uporaliśmy. Zamek Pilcza w Smoleniu po raz trzeci pominięty. Może kiedyś. Wstępujemy za to do Jaskini Zegarowej i Jasnej i na Skały Zegarowe.

Jaskinia Jasna

Jaskinia Jasna
Podoba mi się ta miejscóweczka, Szymon też sobie chwalił.
Dalej Doliną Wodącej trochę słabej drogi, później fajny szuterek, za to mocno pod górę.
W Bydlinie wizyta w ruinach zamku a właściwie późniejszego kościoła. Patrząc na inne zamki- mało atrakcyjne ale zaliczone  i nie będą kołatać się po głowie.

Na wzgórzu zamkowym odtworzone okopy i umocnienia legionistów polskich z bitwy pod Krzywopłotami w 1914r. Ciekawa rzecz, szkoda że wcięło mi większość zdjęć z telefonu i fotki nie będzie.
W Jaroszowcu odbijamy ze szlaku na Pustynię Błędowską. Wizyta na Czubatce nie bez kozery tak nazwaną,

później zjazd na pustynię do Róży Wiatrów. Właśnie betonują drogę rowerową na obrzeżu pustyni.



Pustynia Błędowska
Powrót do Kluczy lasem i fajnymi szuterkami. W Kluczach chwila przerwy, w restauracji spora kolejka więc karmimy się kebsami. Ogarniamy nocleg, też od pierwszego strzała i asfaltem wracamy na szlak. Kolejny na tapecie zamek Rabsztyn.

Widoczki z zamku przednie





I tak de facto zabytki na dzień dzisiejszy się skończyły, ostatnie 25 km do noclegu jakieś nieszczególne. Wstępujemy jeszcze na rynek w Olkuszu, jednak nic nie zapadło w pamięć.
Na koniec wyłania nam się jedynie efektowny masyw skalny w Racławicach.

I na nocleg w Paczółtowicach. Tuż obok jedna z Dolinek Krakowskich - Dolina Racławki ale dzisiaj już odpuszczamy.
I taki małe posumowanie. Chyba opinie, iż  SOG w śląskim jest zdecydowanie ciekawszy  niż w małopolskim mogę potwierdzić. Pod kątem nawierzchni również się pogorszyło - od okolic Jaroszowca kilka odcinków  nieutwardzonych gruntówek i dróg leśnych. Aczkolwiek co kto lubi, Szymon sobie trudniejszy teren chwalił, ja już mniej - chyba się starzeję :(. Oznakowanie nadal dobre, jedynie w Olkuszu nieco zamieszania, tam jedyny raz gubimy szlak i trzeba było prostować temat z mapą.